Oto 2 część :
- Rikki ! Zwariowałaś ?! - Wrzasnęła spanikowana Luna. Rikki nic nie odpowiedziała. Zaczęła podcinać sobie tętnice w nadgarstku . Luna zamknęła oczy, po czym jej przyjaciółka rozcięła sobie żyły i tętnice w drugim nadgarstku. Wzięła rękę Luny i jej również zaczęła podcinać tętnice. Luna otworzyła oczy i odruchowo wyrwała rękę z pod noża Rikki. Szybko wybiegła z chaty i pomknęła do lasu DeathLife. To był błąd. Rikki czekała na nią w samym środku lasu. Tym razem z piłą łańcuchową. Luna wiedziała, CO chce zrobić jej przyjaciółka.
- Rikki ! Proszę nie ! Tylko nie... - Luna nie dokończyła. Rikki odcięła jej rękę. Czemu nie głowę? Otóż, by dziewczyna umierała w męczarniach z nadmiernego upływu krwi. Dla pewności zgonu Luny, Rikki odcięła jej również nogę. Tymczasem w obozie zauważono zniknięcie Rikki i Luny. Nagle w obozie pojawiła się Rikki. Zrobiła dokładnie to samo co zrobiła przy Lunie. Wszyscy zmarli w DeathLife wracają na 1 dzień do żywych w dzień ich śmierci < 23 listopada > i sieją zagładę i zniszczenie. Kto jednego z nich zobaczy, może być pewien, że już do nich dołączy...
*******************************************************
I jaak? 2 część. Nadal ma prawa autorskie ! Don't Copy ! Made by - Zemiśśś
poniedziałek, 31 października 2011
Bez Tytułu. - 1 historia mojego autorstwa!
Tzn, 1, którą piszę improwizując, bez głębokiego myślenia i bez przygotowania. Okey. Ready, Steady GO !
Luna miała wtedy 11 lat. Jej klasa miała jechać na obóz na 7 dni. Dziewczyna miała złe przeczucia. Nie chciała jechać, ale jej mama już zapłaciła, więc nie było odwrotu. W czasie wyjazdu, gdy Luna wsiadała do Pociągu, zadzwonił jej telefon. Odebrała, ale po długim mówieniu " Haloo?" bez odpowiedzi, odłożyła komórkę do kieszeni. Koło niej w pociągu usiadła jej najlepsza przyjaciółka - Rikki . Luna zapytała się Rikki :
- Wiesz może, Rik, gdzie my w ogóle jedziemy?
- Noo, do lasu Deathlife. - Odpowiedziała Rikki, po czym nauczycielka zwołała resztę klasy. Podczas jazdy strasznie trzęsło. Luna musiała iść do toalety. Gdy wróciła, nigdzie nie było jej przyjaciółki. "No trudno" Pomyślała " Pewnie musiała zrobić coś ważnego.".
- Uwaga ! Dojechaliśmy do Deathlife ! - Krzyknęła nauczycielka. Wszyscy wysiedli z pociągu. Rozbili namioty i zaczęli przygotowywać kolację. Wszyscy, oprócz Luny. Nasza bohaterka poszła zwiedzić las. Dziewczyna po 2 godzinach wędrówki, nie mogła znaleźć drogi do obozu. Rozejrzała się i zobaczyła dziwną chatę. Wyglądała na opuszczoną.
- Przenocuję tu ! Mam nadzieję, że nikogo tam nie ma... - Powiedziała stanowczo, sama do siebie Luna. Weszła do środka, zaglądnęła do wszystkich pokoi. Gdy miała pewność, że nikt tam nie mieszka, usiadła na starej, zakurzonej kanapie i rozmyślała, gdzie by tu się położyć. Jej uwagę nagle przykuł mały pamiętniczek, lub jakaś malutka stara książka. Oprawiona była w czarną skórę ze złotymi akcentami. Luna podeszła do stolika, na którym leżała książka... Na jej okładce nic nie pisało. Była tylko naklejona mała, biała czaszka . Dziewczyna otworzyła książeczkę. W środku zapisana była historia lasu DeathLife. Pomiędzy stronami Luna znalazła liścik. Pisało na nim "Nie wiem czy tu wrócę. Jeśli tak, możesz być pewien, że nie odpuszczę i zemszczę się na jednym z Rollingtonów. "
- Och ! Ja mam przecież na nazwisko Rollington! - Powiedziała cicho Luna. Ale gdy odwróciła liścik był jeszcze podpis. "Rikki Steight 1577 rok "
- Rikki ! To niemożliwe ! Ona ma tyle lat co ja... Chyba że... - Luna nie dokończyła.W tym czasie też zgasło światło i Lunie znowu zadzwonił telefon. Przestraszona upuściła liścik razem z książeczką. Stała przed nią Rikki z Nożem w ręce... Koniec części 1 .
****************************************************************
IIiii? Fajne? Wymyśliłam na poczekaniu . Jutro, albo dziś wieczorem część 2 ! Ps. ja piszę raczej językiem Literackim, niż potocznym. Made by : Zemixa. To ma prawa autorskie !
Luna miała wtedy 11 lat. Jej klasa miała jechać na obóz na 7 dni. Dziewczyna miała złe przeczucia. Nie chciała jechać, ale jej mama już zapłaciła, więc nie było odwrotu. W czasie wyjazdu, gdy Luna wsiadała do Pociągu, zadzwonił jej telefon. Odebrała, ale po długim mówieniu " Haloo?" bez odpowiedzi, odłożyła komórkę do kieszeni. Koło niej w pociągu usiadła jej najlepsza przyjaciółka - Rikki . Luna zapytała się Rikki :
- Wiesz może, Rik, gdzie my w ogóle jedziemy?
- Noo, do lasu Deathlife. - Odpowiedziała Rikki, po czym nauczycielka zwołała resztę klasy. Podczas jazdy strasznie trzęsło. Luna musiała iść do toalety. Gdy wróciła, nigdzie nie było jej przyjaciółki. "No trudno" Pomyślała " Pewnie musiała zrobić coś ważnego.".
- Uwaga ! Dojechaliśmy do Deathlife ! - Krzyknęła nauczycielka. Wszyscy wysiedli z pociągu. Rozbili namioty i zaczęli przygotowywać kolację. Wszyscy, oprócz Luny. Nasza bohaterka poszła zwiedzić las. Dziewczyna po 2 godzinach wędrówki, nie mogła znaleźć drogi do obozu. Rozejrzała się i zobaczyła dziwną chatę. Wyglądała na opuszczoną.
- Przenocuję tu ! Mam nadzieję, że nikogo tam nie ma... - Powiedziała stanowczo, sama do siebie Luna. Weszła do środka, zaglądnęła do wszystkich pokoi. Gdy miała pewność, że nikt tam nie mieszka, usiadła na starej, zakurzonej kanapie i rozmyślała, gdzie by tu się położyć. Jej uwagę nagle przykuł mały pamiętniczek, lub jakaś malutka stara książka. Oprawiona była w czarną skórę ze złotymi akcentami. Luna podeszła do stolika, na którym leżała książka... Na jej okładce nic nie pisało. Była tylko naklejona mała, biała czaszka . Dziewczyna otworzyła książeczkę. W środku zapisana była historia lasu DeathLife. Pomiędzy stronami Luna znalazła liścik. Pisało na nim "Nie wiem czy tu wrócę. Jeśli tak, możesz być pewien, że nie odpuszczę i zemszczę się na jednym z Rollingtonów. "
- Och ! Ja mam przecież na nazwisko Rollington! - Powiedziała cicho Luna. Ale gdy odwróciła liścik był jeszcze podpis. "Rikki Steight 1577 rok "
- Rikki ! To niemożliwe ! Ona ma tyle lat co ja... Chyba że... - Luna nie dokończyła.W tym czasie też zgasło światło i Lunie znowu zadzwonił telefon. Przestraszona upuściła liścik razem z książeczką. Stała przed nią Rikki z Nożem w ręce... Koniec części 1 .
****************************************************************
IIiii? Fajne? Wymyśliłam na poczekaniu . Jutro, albo dziś wieczorem część 2 ! Ps. ja piszę raczej językiem Literackim, niż potocznym. Made by : Zemixa. To ma prawa autorskie !
Jednorożec
Diana została sama w domu, ponieważ jej rodzice wyjechali na zabawę taneczną.
Dziewczyna miała 10 lat i nie cierpiała ciemności. Mama zamówiła jakąś opiekunkę o imieniu Alex. Kobieta była trupioblada i poszarpana. Chyba nie muszę dodawać, że Dianusia się przeraziła Alex? Położyła się do łóżka z patelnią, żeby w razie czego walnąć nią opiekunkę. Spojrzała na okno, które spowite było mrokiem czarnego nieba z pełnią. Dziesięciolatka przełknęła ślinę i zamknęła oczy. Otworzyła je po minucie, ponieważ usłyszała głośne rżenie konia. Jakież było przerażenie Diany, gdy zobaczyła za oknem biały pysk konia, ale nie normalnego... Koń był jednorożcem z potarganymi włosami i przerażającymi czerwonymi ślepiami. Diana wypadła z łóżka, zdzieliła konia patelnią, aż wypadł na cmentarz, po czym napisała na kartce: "Mamo... to przez opiekunkę... Ona, jednorożce, czerwień w oczach... Żegnajcie...". Dziewczynka zrobiła samolot, który zleciał po schodach i poczuła ukłucie w żebrach. To koń powrócił...
Rodzice przerazili się: Nie zastali opiekunki, przeczytali liścik, Diany nie było w domu i ta krew w jej pokoju... Para przeraziła się i pogrążyła w żalu. Wiedzieli, że Dianie coś się stało. Dwa dni później wyprowadzili się z domu przy cmentarzu, a tajemnica Alex nie wyszła na jaw, dopóki matka nie uwierzyła w tą zamianę w jednorożca. A jak się dowiedziała, spytacie? Miesiąc, dwa miesiące itd. później w czasie pełni ginęły dzieci. Rodzice zastawali dom pusty i pokój pociechy w kałużach krwi. Szkoda tylko, że żadne dziecko nie przeżyło...
***
Made by Akiś. To moja historia, w całości ja ją wymyśliłam. Dlatego ta historia jest obarczona prawami autorskimi.
Dziewczyna miała 10 lat i nie cierpiała ciemności. Mama zamówiła jakąś opiekunkę o imieniu Alex. Kobieta była trupioblada i poszarpana. Chyba nie muszę dodawać, że Dianusia się przeraziła Alex? Położyła się do łóżka z patelnią, żeby w razie czego walnąć nią opiekunkę. Spojrzała na okno, które spowite było mrokiem czarnego nieba z pełnią. Dziesięciolatka przełknęła ślinę i zamknęła oczy. Otworzyła je po minucie, ponieważ usłyszała głośne rżenie konia. Jakież było przerażenie Diany, gdy zobaczyła za oknem biały pysk konia, ale nie normalnego... Koń był jednorożcem z potarganymi włosami i przerażającymi czerwonymi ślepiami. Diana wypadła z łóżka, zdzieliła konia patelnią, aż wypadł na cmentarz, po czym napisała na kartce: "Mamo... to przez opiekunkę... Ona, jednorożce, czerwień w oczach... Żegnajcie...". Dziewczynka zrobiła samolot, który zleciał po schodach i poczuła ukłucie w żebrach. To koń powrócił...
Rodzice przerazili się: Nie zastali opiekunki, przeczytali liścik, Diany nie było w domu i ta krew w jej pokoju... Para przeraziła się i pogrążyła w żalu. Wiedzieli, że Dianie coś się stało. Dwa dni później wyprowadzili się z domu przy cmentarzu, a tajemnica Alex nie wyszła na jaw, dopóki matka nie uwierzyła w tą zamianę w jednorożca. A jak się dowiedziała, spytacie? Miesiąc, dwa miesiące itd. później w czasie pełni ginęły dzieci. Rodzice zastawali dom pusty i pokój pociechy w kałużach krwi. Szkoda tylko, że żadne dziecko nie przeżyło...
***
Made by Akiś. To moja historia, w całości ja ją wymyśliłam. Dlatego ta historia jest obarczona prawami autorskimi.
Basen na kostnicy
Był piękny słoneczny dzień, gdy Koralina się obudziła. Miała dzisiaj zamiar, pójść popływać na basenie. Przygotowała wszystko co było jej potrzebne, by móc pływać. Koralina musiała tylko porozumieć się ze swoją przyjaciółką. Wzięła telefon i zadzwoniła.
-drr drr drr "Tak słucham tu Melania"
-Cześć Melania tu Koralina
-"Hej Kora, co tam"
-No wiesz miałyśmy isć dzisiaj na basen popływać, chyba nie zapomniałaś?
-"Oczywiście, że nie, lecz za nim wyjdziemy przeczytaj sobie historię tego basenu i wtedy zadzwoń"
-Dobra.
Koralina odłożyła słuchawkę i poszła sprawdzić historię basenu na Wikipedii.
-I co Koralino idziesz na ten basen?, zawołała z dołu mama
-Tak tylko muszę sprawdzić jedną rzecz na internecie, odpowiedziała Koralina
Koralina w wyszukiwarce Wikipedii wpisała "Basen Kropelka Wody" i wyskoczyła jej historia basenu. Koralina zaczęła czytać: 13.07.1980 został wybudowany w Warszawie "Basen Kropelka Wody" był on najpierw ubogim basenem, ponieważ miał zaledwie 2 baseny: 1 mały i 1 duży. W tym samym dniu było honorowe otwarcie przez prezydenta. Pierwsze osoby poszły się tam kąpać. Kąpało im się bardzo dobrze, do pewnej chwili. W tejże "pewnej chwili" woda zaczęła się robić zielona, aż przybrała kolor czarny. Wszyscy pływający poumierali w tym basenie. W tedy basen zastał zamknięty na 5 lat. W 13.07.1985 basen został znowu otwarty tym razem większość ludzi zapomniała o przeżyciach, które miały miejsce 5 lat temu. Ludzie przyszli się pokąpać tym razem w nie dwóch, lecz trzech basenach. Tym razem ktoś nie znajomy przyszedł na basen i zaczął strzelać do ludzi i znowu wszyscy poumierali. Basen został zamknięty na 10 lat. Trzy lata po zamknięciu basenu robotnicy postanowili zejść do piwnicy. W piwnicy tej znaleźli pełno zgniłych ciał i tabliczki na których było napisane "Strzeżcie się". Robotnicy zauważyli na ścianie wiszący dawny plan budynku, który tu kiedyś stał. Okazało się, że przed basenem była tu kostnica, którą jak się zburzyło to zwłoki i tak zostały. Basen otwarto 13.07.1995 roku. Tym razem na basenie były zjeżdżalnie i inne cuda. To wszystko zachęciło ludzi jeszcze bardziej. Niestety tym razem ktoś do wody wrzucił truciznę i znowu wszyscy ludzie poumierali. Basen zamknięto na 15 lat. Basen ponownie zostanie otwarty 13.07.2010 roku. Ciekawe co tym razem się wydarzy?
-Jezu przecież dziś jest 13.07.2010 rok, przeraziła się Koralina. Wzięła telefon i zadzwoniła do Melanii.
-"Tak słucham cię Koralino po raz drugi, o co chodzi tym razem", powiedziała Melania
-O ten basen, powiedziała wystraszona Koralina
-"Naprawdę spodobała ci się ta historia na Wikipedii"
-Oczywiści, że nie!Wiesz wolę dzisiaj nie iść na basen
-"I słusznie. W takim razie Pa Pa"
-Narka
Koralina zeszła by opowiedzieć wszystko mamie. Opowiedziała jej to, a mama jej powiedziała tak:
-Dlatego Koralino nie chciałam cię puścić na ten basen. Przeczytaj dzisiejszą gazetę
-Tragedia na basenie "Kropelka Wody" 12 osób nie żyje. Kierownik basenu postanawia zburzyć basen.
-Wiesz Koralino ten basen nigdy nie powinien tutaj powstać, nigdy.
***
Akiś. Historia nie moja, niestety, ale napisana przez dziewczynę z Bielska-Białego
-drr drr drr "Tak słucham tu Melania"
-Cześć Melania tu Koralina
-"Hej Kora, co tam"
-No wiesz miałyśmy isć dzisiaj na basen popływać, chyba nie zapomniałaś?
-"Oczywiście, że nie, lecz za nim wyjdziemy przeczytaj sobie historię tego basenu i wtedy zadzwoń"
-Dobra.
Koralina odłożyła słuchawkę i poszła sprawdzić historię basenu na Wikipedii.
-I co Koralino idziesz na ten basen?, zawołała z dołu mama
-Tak tylko muszę sprawdzić jedną rzecz na internecie, odpowiedziała Koralina
Koralina w wyszukiwarce Wikipedii wpisała "Basen Kropelka Wody" i wyskoczyła jej historia basenu. Koralina zaczęła czytać: 13.07.1980 został wybudowany w Warszawie "Basen Kropelka Wody" był on najpierw ubogim basenem, ponieważ miał zaledwie 2 baseny: 1 mały i 1 duży. W tym samym dniu było honorowe otwarcie przez prezydenta. Pierwsze osoby poszły się tam kąpać. Kąpało im się bardzo dobrze, do pewnej chwili. W tejże "pewnej chwili" woda zaczęła się robić zielona, aż przybrała kolor czarny. Wszyscy pływający poumierali w tym basenie. W tedy basen zastał zamknięty na 5 lat. W 13.07.1985 basen został znowu otwarty tym razem większość ludzi zapomniała o przeżyciach, które miały miejsce 5 lat temu. Ludzie przyszli się pokąpać tym razem w nie dwóch, lecz trzech basenach. Tym razem ktoś nie znajomy przyszedł na basen i zaczął strzelać do ludzi i znowu wszyscy poumierali. Basen został zamknięty na 10 lat. Trzy lata po zamknięciu basenu robotnicy postanowili zejść do piwnicy. W piwnicy tej znaleźli pełno zgniłych ciał i tabliczki na których było napisane "Strzeżcie się". Robotnicy zauważyli na ścianie wiszący dawny plan budynku, który tu kiedyś stał. Okazało się, że przed basenem była tu kostnica, którą jak się zburzyło to zwłoki i tak zostały. Basen otwarto 13.07.1995 roku. Tym razem na basenie były zjeżdżalnie i inne cuda. To wszystko zachęciło ludzi jeszcze bardziej. Niestety tym razem ktoś do wody wrzucił truciznę i znowu wszyscy ludzie poumierali. Basen zamknięto na 15 lat. Basen ponownie zostanie otwarty 13.07.2010 roku. Ciekawe co tym razem się wydarzy?
-Jezu przecież dziś jest 13.07.2010 rok, przeraziła się Koralina. Wzięła telefon i zadzwoniła do Melanii.
-"Tak słucham cię Koralino po raz drugi, o co chodzi tym razem", powiedziała Melania
-O ten basen, powiedziała wystraszona Koralina
-"Naprawdę spodobała ci się ta historia na Wikipedii"
-Oczywiści, że nie!Wiesz wolę dzisiaj nie iść na basen
-"I słusznie. W takim razie Pa Pa"
-Narka
Koralina zeszła by opowiedzieć wszystko mamie. Opowiedziała jej to, a mama jej powiedziała tak:
-Dlatego Koralino nie chciałam cię puścić na ten basen. Przeczytaj dzisiejszą gazetę
-Tragedia na basenie "Kropelka Wody" 12 osób nie żyje. Kierownik basenu postanawia zburzyć basen.
-Wiesz Koralino ten basen nigdy nie powinien tutaj powstać, nigdy.
***
Akiś. Historia nie moja, niestety, ale napisana przez dziewczynę z Bielska-Białego
niedziela, 30 października 2011
Nie jedzcie mnie
Mała dziewczynka została sama w domu, bo rodzice, jak to rodzice, gdzieś wybyli z domu. Nagle do domu dziewczynki zadzwonił telefon. Ona oczywiście odebrała i głos w słuchawce mówi:
- Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
A dziewczynka oczywiście uznała to za żart. Potem za jakieś 50 minut czyli o godzinie 11:00 w nocy znowu zadzwonił telefon a głos w słuchawce znowu powiedział:
- Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
Dziewczynka oczywiście już bardziej przestraszona odłożyła szybko słuchawkę bo już była późna pora i zaryglowała wszystkie okna, drzwi itp. Potem znowu o godzinie 11.58 w nocy zadzwonił telefon :
-Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
Oczywiście dziewczynka już mocno przestraszona schowała się pod łóżko i nagle równo o 12 w nocy zadzwonił dzwonek u drzwi. Dziewczynka, przestraszona już naprawdę, zeszła na dół po schodach i otworzyła drzwi bo na dworze było ciemno i nic przez wizjer nie było widać.
- Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
A dziewczynka oczywiście uznała to za żart. Potem za jakieś 50 minut czyli o godzinie 11:00 w nocy znowu zadzwonił telefon a głos w słuchawce znowu powiedział:
- Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
Dziewczynka oczywiście już bardziej przestraszona odłożyła szybko słuchawkę bo już była późna pora i zaryglowała wszystkie okna, drzwi itp. Potem znowu o godzinie 11.58 w nocy zadzwonił telefon :
-Przyjdę do ciebie o 12 w nocy!!
Oczywiście dziewczynka już mocno przestraszona schowała się pod łóżko i nagle równo o 12 w nocy zadzwonił dzwonek u drzwi. Dziewczynka, przestraszona już naprawdę, zeszła na dół po schodach i otworzyła drzwi bo na dworze było ciemno i nic przez wizjer nie było widać.
Następnego dnia gdy mama zrobiła już śniadanie zawołała dziewczynkę ale ona nie schodziła, więc mama, z myślą, że dziewczynka wczoraj bardzo późno poszła spać nałożyła sobie i swojemu małżonkowi jedzenia na talerz i nagle gdy mam chciała już nadziać mięso na widelec nagle jakiś głos powiedział:
-Nie jedzcie mnie!!
***
By Akiśś :) Sorry za błędy, skopiowałam, więc nie by me.
Dziewczynka i Lalka
Działo się to w latach 20. Pewnego dnia w bogatej rodzinie zmarła dziewczynka. Umarła w swoim łóżeczku z lalką. Nikt nie znał jej przyczyny zgonu. Lekarze nic nie mogli powiedzieć jej rodzicom. Byli bezradni nikt nie byłw stanie pomóc... Rodzina była rozpaczona...
40 lat póżniej w domu zprganizowano muzeum. Cieszyło się dóżą popularnością wśród ludzi ze wszystkich krajów. Jednak najczęściej odwiedzanym pokojem przez ludzi był pokój małej Sami. Dziewczynki która zgineła w niewyjaśnionych okolicznościach. Przewodnik za każdym razem pokazyłam najcenniejszy przedmiot należący do muzemu. Lalkę małej Sami.
- A oto tam w rogu stoi wózek. Znajduje się w nim lelka przy którj znaleziono niezywą córkę państwa Hontagon. Nie wiadomo jak umarła. Wszyscy twierdzą, że zabili ją rodzice, a jeszcze inni, że właśnie ta lalka - I wskazał palcem na leżącą w wózku lalke.
Lalka była śliczna. Niebieska sukienka w koronki i złociste blond włosy sprawiały, że wyglądała jak prawdziwa dzieczynka.
- Jest jeszcze coś - Dodał po chili przewodnik - Codziennie gdy pilnuje tego miejsca strażnik nic nie zauważa, ale gdy rano przychodzą turyści albo specjaliści okazuje się, że lalka za każdym razem lezy gdzie indziej. Nie wiadomo kto ją przenosi. Dzisaij soatły tutaj zainstalowane kamery i bedzie można zobaczyć, kto robi nam takie psikusy.. Po czy uśmiechnął sie szeroko i odproawdził turystów do wyjścia.
Wieczorem strażnik zasiadł przy użdzieniach monitorujących pokój małej Sami. Poczatkowonic się nie działo, ale w pewnym monecie zobaczył, że po ścianie przemyka cień, a do wózka podchodzi dziewczynka. Mała blondynka z podobnie niebieską sukienką w falbanki i zaczyna się bawić lalką. Strażnik uśmiechnął się parszywie i wyszedł po czym udał się do pokoju małej Sami aby złapać sprwce tych psikósów. Gdy dotarł zobaczył, że nikogo w pokoju nie ma. Odwrucił siędo tyłu i zoczył niską dziewczynką ok. 6 lat, która stoi przednim z lalka o trupiej twarzy. Dziewczynka była blada. Je sukienkę pokrywało błoto. Popatrzała się na strażnika po czym uśmiechnęła się i rozpłyneła w powietrzu...
Made by Zemiii !! Nie moje ;cc. Nie mam weny.
Szpital
Słyszałam, że ta historia wydarzyła się naprawdę. W pewnym szpitalu psychiatrycznym. Przy szpitalu stał mały dom(ek) w którym mieszkał ogrodnik zajmujący się utrzymywaniem porządku wokół szpitala. Pewnego dnia do szpitala przyszedł lekarz, który miał dzienny dyżur. Była siódma rano. Pan Disherheft spodziewał się zastać w szpitalu swoich kolegów i koleżanki z pracy, którzy powinni kończyć nocną zmianę. ale ich tam nie zastał. W OGÓLE NIE ZASTAŁ NIKOGO. Wnętrze szpitala wyglądało jak po inwazjii jakiś istot z kosmosu. w pokoju dla lekarzy nikogo nie było. Sale też były zupełnie puste. Wszystkie półki z lekarstwami były poprzewracane, szyby w oknach były całe.. lekarz nie mógł pojąć skąd na podłodze jest tyle szkła.. ale nie tylko to zwróciło jego uwagę, na ścianach (TYLKO na ścianach) były ślady krwi.. a wyglądało to tak jakby ranni ludzie z trudem szukali oparcia na ścianach i nie mogąc go znaleźć z niewiadomych przyczyn nie lądowali na podłodze tylko jakby zapadali się pod nią... błee... nie było ani jednego martwego ciała.. Pan Disherheft jakos opanował przerażenie i podniósł z podłogi kasetę magnetofonową. Wybiegł ze szpitala i pobiegł na policję. Tam złożył zeznania. Na znalezionej taśmie zapisane zostały przez kogoś przerażone krzyki pacjentów i personelu! Wezwano na przesłuchanie ogrodnika ale ten twierdził że nie słyszał i nie zauważył zeszłej nocy niczego niezwykłego wokół szpitala. Nikt nigdy nie zgadł co stało się w tym budynku. Ludzie z okolicy głośno podejrzewają ogrodnika, ale sami chyba nie wiedzą o co, bo to "dzieło" nie wydaje się być "dziełem" zwyłego śmiertelnika. Ogrodnikowi nigdy nie udowodniono winy, a szpital stoi do dziś w nietkniętym stanie. O tym nawet kiedyś mówili w Nie do wiary na tvn.
Ze
Zemiśś ! Ave ja ;) . Nie mojego autorstwa.
Dziewczynka z zapałkami
Super opowieść na nadchodzące święta ;) . Nie mojego autorstwa, ale jednak straszna ♥. Made by - Zemiśś !
Dzień Bożego Narodzenia. Jednak nie dla wszystkich był on tak szczęśliwy. Mała dziewczynka, która starała ogrzać się zapałkami, powoli zamarzała. „To wszystko przez tych ludzi – gdyby kupili, mogła by wrócić do domu, nie wyrzucił by jej ojczym z domu”. Ludzie patrzeli na nią z obrzydzeniam. Wychudzona blondynka, której letni płaszczyk wcale nie dawał choćby odrobiny ciepła. Wypaliła ostatnią zapałkę. Chciała wstać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Były całe sine z zimna, położyła się na progu. Jednak nagle drzwi otworzyły się i pewna staruszka zrzuciła ją ze schodów, przeklinając na nią pod nosem. Zwinęła się w kłębek i zamknęła oczy. Z minuty na minutę, jej serce coraz wolniej biło, aż w końcu całkowicie przestało. Umarła.
- Głupia ta historia! – powiedział 10letni chłopczyk schodząc z kolan matki.
- Nie mów tak, ona powinna Cię czegoś nauczyć.
- Nie miała nikogo więc kto by za nią tęsknił? – Matka nie spojrzała na syna, wyszła z pokoju i kończyła ubierać choinkę.
Chłopczyk ubrał się i wyszedł na dwór. Było jeszcze jasno, wigilia miała być dopiero za kilka godzin. „Głupia historia” – powiedział wystawiając język by nałapać zimnych płatków śniegu na język. Poszedł na górkę, gdzie nie było nikogo. Nie miał znajomych, wszyscy go zwykle unikali. Nie rozumiał dlaczego, po prostu nie potrafił nigdy się z nikim dogadać. Usiadł na sankach i zaczął zjeżdżać z górki. Po co to robił? Żeby nie siedzieć z matką w domu, nie lubił świąt odkąd przestał wierzyć.
Gdy piąty raz wchodził pod górkę usłyszał jakby ktoś go wołał, rozejrzał się do okoła. Na szczycie góry zobaczył dziewczynkę, która również jak on trzymała w ręku sanki, była chudziutka jak patyczek a jej ciało okrywał jedynie cienki płaszczyk. Podszedł do niej.
- Możemy pozjeżdżać? –Zapytała cieniutkim i piskliwym głosem.
- Po co?
- Bo nie mam co robić. Ojciec wyrzucił mnie z domu i tylko tak mogę w jakiś sposób urozmaicić sobie święta.
-To zjeżdżaj sama, ja idę do domu.
- Mogłabym iść z tobą i się ogrzać? Przecież zawsze zostawia się w domu miejsce dla niespodziewanego gościa. – Powiedziała i spuściła na dół głowę. Chłopiec przyjrzał się jej, po czym odwrócił się i poszedł, nie zerkając za siebie.
Gdy wszedł do domu choinka była już gotowa, rodzina zasiadała do wigilii. Jak zwykle, same nudy, ryba, ziemniaki, kapusta, kolędy, prezenty. Po kolacji poszedł do pokoju. „W końcu święty spokój”. Gdy szedł w stronę łóżka zobaczył na nim kilka zapałek, nie przejął się tym, tylko przebrał się, zgasił światło, zapałki zrzucił na podłogę, wszedł pod ciepłą pierzynkę i zamknął oczy.
-Możemy pozjeżdżać? – Usłyszał cichutki głosik. Otworzył oczy, w pokoju było ciemno, nikogo nie było. „Wydawało mi się”. – Możemy pozjeżdżać?!?! – Tym razem głos był bardziej donośniejszy. Chłopiec usiadł na brzegu łóżka. – Możemy pozjeżdżać!!!! – tym razem głos przerodził się w krzyk. Zdecydowanie dobiegał z szafy. Zapalił nocną lampkę i podszedł do wielkiej komody aby zobaczyć kto robi sobie z niego żarty. Otworzył drzwi i w ostatniej chwili złapał równowagę i się nie przewrócił. W szafie stała ta sama dziewczynka, którą spotkał na wzgórzu, jednak tym razem coś się w niej zmieniło. Była biała jak śnieg, prawie łysa, jej oczy całkowicie czarne a płaszczyk poszarpany i brudny.
- Możemy pozjeżdżać? – powiedziała i popatrzała na niego. Uśmiechnęła się, jednak jej usta pozbawione były zębów, skóra na twarzy odrywała się płatami, tak, że chłopiec w niektórych miejscach widział białe kości – czemu nie chcesz się ze mną pobawić? – Jej wzrok paraliżował chłopca, który ze strachu nie potrafił się ruszyć. Poczuł w pokoju zimno, które z chwili na chwile coraz bardziej się powiększało.
Dziewczynka wyszła powoli z szafy i podniosła z ziemi zapałki – Ogrzej się, będzie ci cieplej – powiedziała zapalając jedną z zapałek, potem kolejną i kolejną. W końcu wszystkie się wypaliły – Ups, to była ostatnia – Chłopiec w końcu ruszył się z miejsca, chciał krzyczeć, ale nie potrafił, podbiegł do drzwi, ale nagle jakaś lodowata dłoń chwyciła go za ramię. Poczuł wbijające się czarne paznokcie w jego kościste ramię. Po chwili poczuł w tym samym miejscu ciepło, krew spływała mu po rękach, brzuchu. Odwrócił się do „dziewczynki”.
- Trzeba było być miłym! – krzyknęła.
Na dworze było coraz więcej śniegu, który sypał przez całą noc. Płatki śniegu powoli zasypywały krwawe ślady stóp 10letniego chłopca. Na wzgórzu leżało jego ciało, dokoła wypalone zapałki. Chłopiec jeszcze żył, ale powoli zamarzał. Z minuty na minutę jego serce z zimna coraz wolniej biło, aż w końcu przestało.
Dotyk
Historia na 100 % serio, o ile babcia nie kłamie.
***
W 2003 roku mój dziadek umarł. Moja babcia od strony mamy rozpaczała, ale... dziadek coś jej obiecał...
-Kochanie... Długo po mojej śmierci dotknie Cię niewidzialna ręka... Nie bój się tylko, bo to będę ja. Dam Ci znak, że czuwam nad Tobą i kocham Cię- powiedział mój dziadek. Ja tam nie wierzę w duchy, bo to oczywiste, ale mój brat powiedział mi, że babcia mu opowiedziała, iż dziadziuś dotknął ją. W ramię. Nie bała się, bo wiedziała, że to On. A pomyśleć, że nie żyje już 7 lat!
¬¬
Akiś
Historia z życia wzięta :P
***
W 2003 roku mój dziadek umarł. Moja babcia od strony mamy rozpaczała, ale... dziadek coś jej obiecał...
-Kochanie... Długo po mojej śmierci dotknie Cię niewidzialna ręka... Nie bój się tylko, bo to będę ja. Dam Ci znak, że czuwam nad Tobą i kocham Cię- powiedział mój dziadek. Ja tam nie wierzę w duchy, bo to oczywiste, ale mój brat powiedział mi, że babcia mu opowiedziała, iż dziadziuś dotknął ją. W ramię. Nie bała się, bo wiedziała, że to On. A pomyśleć, że nie żyje już 7 lat!
¬¬
Akiś
Historia z życia wzięta :P
Lalka Pepsi
Sami miała 8 lat. Była małą, drobną postacią mieszkającą w domu razem ze swoimi rodzicami. Ale nikt jej nie zauważał, wszyscy robili to co do nich należało. Nikt nie zajmował się dziewczynką, poza nianią o imieniu Ania.
- Przyniosłam Ci śniadanie Sami – Powiedziała wchodząc do pokoju dziewczynki
- Nie jestem głodna
- Znowu to samo. Kiedy ci wytłumaczę, że twoi rodzice są naprawdę bardzo zapracowani i nie mają czasu żeby się tobą zajmować.
- Akurat. Po prostu nikt mnie nie kocha i nikt nie chce. Z wyjątkiem Pepsi
- Kogo? - Pepsi. Mojej nowej lalki – Dziewczynka pokazała Ani lalkę. Lalka był w złym stanie. Miała rozczochrane i brudne włosy. Potarganą sukienkę i wysmarowana buzię.
- Gdzie ją znalazłaś – Zdziwiła się niania odkładając lalkę na łóżko koło dziewczynki. - Na strychu. Była w jakimś zamkniętym kufrze.
- A skąd wzięłaś do niego klucze?
- Leżały obok. Niania wyszła zabierając ze sobą tace ze śniadaniem. Popołudniu znalazła dziewczynkę w szklarni bawiącą się lalką. Laka była znowu w gorszym stanie. Jej twarzyczka robiła się trupio blada. Wieczorem Sami bawiła się w jadalni. Lalka znowu była brzydsza. Niania kładła dziewczynkę spać. Lalka leżała u jej boku. Dziewczynka szybko zasnęła. Rano gdy niania przyniosła śniadanie dziewczynce, ale gdy weszła do pokoju zobaczyła, że Sami siedziała na łóżku z pochyloną głową. Na rękach trzymała lalkę. Niania zbliżyła się i dotknęła ręką dziewczynkę, ale ta bezwładnie spadła na ziemię.
Martwa... Zemiśś. Nie mojego autorstwa ;cc. Ave ja ;DD !
Przedstawienie x2 :)
This is me ! Zemixa ! Mówcie mi Zemi. Będę dodawać historie mojego i nie mojego autorstwa. Ave ! Zemiś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)